Back to home

O mnie

Moje życie to pasmo tzw. „happy endów”, przy jednoczesnym godzeniu się na sytuację inną niż przewidywana. Jako control freak mam zaplanowaną każdą sekundę mojego życia. I konsekwentnie, niczego nie uczą mnie, wciąż mnożące się momenty, kiedy to lajf is brutal i zaskakuje mnie tak, że nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się na zaistniałą sytuację. Zanim ta zgoda nastąpi przechodzę: bunt, silną potrzebę rewolucji, chęć niesienia pomocy „potrzebującym” (wszyscy wokół są potrzebujący
bo przecież oni nie wiedza jak żyć!!!), i kilka innych, zależnych od złożoności dramatu, który akurat przeżywam, etapów. Finał zazwyczaj jest ten sam. Patrzę w lustro i pokornie rzucam: c’moooon! Chill out!

Mam około ćwierć wieku i prawdopodobnie spełniłam już wszystkie moje marzenia. To piękne, ale brzmi strasznie. Trudno, jakkolwiek to się odczytuje: taka jest prawda.

Gdy wymyślałam mój plan na życie (stało się to mimowolnie. Nie, nie siedziałam z rysunkiem technicznym, nie liczyłam tego w excelu, ani nie zapisałam żadnego notesu w celu zaplanowania mojego żywota) to się ewidentnie niczego nie bałam. O życiu nic nie wiedziałam. Odwagę miałam. Zapał i serce. Gotowe ręce.

Należy uważać o czym się marzy, bo się jeszcze wszystko spełni… jak u mnie. A wtedy… z bujania w obłokach, spadniesz na ziemie. Na beton! I dobrze żebyś miał twardy tyłek, bo inaczej  zaboli… Okazuje się, że  sny stające się jawą, przynoszą ze sobą obowiązki
i odpowiedzialność. Wyzwania, które jesteś zmuszony podjąć i porażki, które musisz przyjąć na klatę. Spoko, sukcesy też
się zdarzają… ale są okupione  litrami potu, czasem łez i kilkoma tabliczkami czekolady, które przekreślą Twoją dietę na kilka kolejnych tygodni…

Mam kochającego męża, dwie córki cudowniejsze od wszystkich gwiazd na niebie i plan na kolejne dzieciw drodze, które prawdopodobnie okażą
się arcydziełem równie udanym jjak te już istniejące. Niczego mi nie brakuje. Mój mąż ma łeb na karku, a ja staram się dotrzymywać mu kroku w tej karuzeli codzienności… Mam wszystko czego chciałam, nie mogę narzekać. A czasem by się chciało… bo dbanie
o największy skarb jaki mam-moją familię i utrzymanie się na szczycie moich marzeń jest niebywale trudne.  Trzymanie poziomu, który zadawala mnie samą sprawia, że poprzeczka ciągle idzie w górę. Zdarza się, że nie doskakuję. Skaczę wtedy
tak długo, aż przeskoczę…. miewam obitą dupę i zbieram porządne guzy. To męczy, ale to, dla kogo to robię, nie pozwala się poddać.

Jestem szczęśliwa – to status mojego żywota.

Lecz wcale nie tak łatwo być szczęśliwą… Tą szczęśliwą. Mną.

O mnie
Cześć, jestem Kaja
Jestem szczęśliwą kobietą, żoną i matką. Mam około ćwierć wieku i prawdopodobnie spełniłam już wszystkie moje marzenia. To piękne, ale brzmi strasznie, prawda?
Facebook
mój instagram

@kajakubarska