czy warto uśmiechać się do ludzi, mimo wszystko…

Są tacy ludzie, którzy chcą by wszyscy ich lubili.
Tacy, którzy bardzo źle się czują, gdy ktoś powie o nich źle, niepozytywnie, jakkolwiek negatywnie.
Nie wiem czy jest ich wielu, ale są na pewno. Sama kiedyś taka byłam, a być może, wciąż jeszcze w jakimś stopniu taka jestem.

Trochę dojrzałam, trochę przeżyłam, trochę zobaczyłam…
Jeśli ktoś źle o mnie mówi nie mając ku temu podstaw lub opierając się tylko na domysłach swoich czy innych ludzi, to jest to tylko i wyłącznie jego problem. Jeśli komuś sie nie spodobałam, jeśli ktoś zwyczajnie mnie nie polubił – trudno. Nie wszyscy musimy sie kochać. Jeśli ktoś nie lubi mojego towarzystwa – nie zmuszam go do tego. Jeśli ktoś nie zgadza się z moim światopogladem – ma prawo.

Ale szacunek należy sie każdemu. Każdemu. I tego się trzymajmy.

 

Na tym świecie, tak naprawdę, zna mnie maksymalnie pięć osób. Być może to wada, ale mój specyficzny charakter nie pozwala mi otworzyć się na każdego napotkanego przechodnia. Dlatego denerwują mnie modne, “kołczowe” hasła o wiecznym uśmiechu na gębie lub o machaniu do byle przechodnia, aby sprawić mu przyjemność. Bez jaj, nie róbmy z siebie pajaców.

Jesteśmy tylko ludźmi. Jesteśmy różni. Mamy swoje przeżycia i naleciałości. Wady i niedoskonałości. Gorsze chwile i słabości. Pozwólmy sobie na to. Sobie samym i sobie nawzajem. Nie grajmy wielkiej, kochającej się społeczności z ludźmi, z którymi zupełnie nam nie po drodze. Z którymi nie mamy o czym rozmawiać, bo różnice sa zbyt duże, lub paradoksalnie zbyt małe, by znaleźć wspólny język. Nie chciejmy na siłę udowadniać sobie, że jesteśmy super, bo lubią nas wszyscy, z wzajemnością oczywiście.

Pewnie, że miło jest zobaczyć uśmiech na twarzy drugiego człowieka, ale ten sztuczny, nieszczery nie dotrze do jego serca, a my nie poczujemy się lepiej zakładając dziesiątą maskę tego dnia, zależnie od sytuacji w której się znaleźliśmy.

Bądźmy otwarci, lecz niech ta otwartość nie będzie sztuczną. Szacunek do człowieka jest nadrzędny, o tym trzeba pamiętać, ale to nie oznacza, że mamy być kimś innym niż jesteśmy. W imię fałszywej sympatii całego świata.

 

 

Pozwólmy sobie być sobą, nawet wtedy, kiedy mamy gorszy dzień, a rzeczywistość nas przerasta. Nie każdy potrafi się przyznać, że nie ogarnia. Nie radzi sobie z emocjami. O ile wcale nie musi o tym mówić całemu światu, ważne, by zdać sobie sprawę z tego przed samym sobą. Nie jestem idealny, nie zbawię całego świata, nie zostanę prezydentem, nie zyskuje sympatii tłumów. Trudno. Ale jestem jedyny w swoim rodzaju. Limited edition. Jakiekolwiek zawody i wyścigi pt. “Jestem najfajniejszy” mnie nie interesują. Nie startuję, tu nie ma wygranych, nie ma nagród. A każdy kto się w to wkręci-może się zawieźć, bo porównując się z kimkolwiek zawsze będzie czuł się przegrany. Inność jest atrakcyjniejsza od tego, co musimy oglądać w lustrze na codzień.

 

 

I ja też, często muszę sobie o tym przypominać. I powtarzam sobie nierzadko:

Jestem jedyna na świecie. Jedyna. W swoim rodzaju. Jedyna.

 

Naszą siłą jest nasza różnorodność.
W byciu sobą jesteśmy najlepsi z najlepszych.