Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Nawróciłam się.

Od zawsze byłam katoliczką. Nigdy nie przyszło mi przez myśl, żeby przestać wierzyć. Nigdy też nie chciałam zmienić wyznania, albo zwyczajnie nie praktykować. Niedzielna Msza Święta była pewna “jak amen w pacierzu”, a codzienna modlitwa nieodłącznym elementem dnia. Ciągle jednak czegoś mi było brak, a poczucie gruntu nie było uczuciem stabilnym, a chwiejnym – niby stałam, ale byle jaki wiatr, lekkim powiewem przewracał mnie tak, że zbierałam się jak po huraganie.

I nagle, nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, bo nie pamiętam dlaczego tam poszłam i jak się tam znalazłam, trafiłam na Seminarium Odnowy Wiary. Każde słowo, każda myśl i każda sytuacja, która się tam zdarzyła przemieniała mnie stopniowo, powoli, ale gruntownie. “Lubię posłuchać mądrzejszych ode mnie” – myślałam idąc na pierwsze spotkanie. “Pochodzę sobie, może wymodlę coś dla mojej rodziny, mnie przecież nic więcej nie przekona – ja jestem wierząca, dużo już widziałam, nic nowego tam nie odkryję.” – takie było moje przekonanie, które mniej więcej, po trzecim spotkaniu było tym, co wspominałam z drwiną z samej siebie.

Dostałam pstryczka w nos. Jednego, drugiego, dziesiątego. Wszystko stanęło na głowie. Moje przekonanie o sobie jako o tej, która prawdziwie wierzy najpierw poddałam pod wątpliwość, by potem całkowicie jemu zaprzeczyć. Dwa tygodnie się biczowałam po to, aby stanąć w prawdzie o samej sobie. Prawda zaprowadziła mnie do Źródła, które odkryte przeze mnie na nowo, wylało na mnie nieograniczone ilości łask i obfitości, których dotąd nie byłam świadoma, a które towarzyszyły mi przecież od zawsze.

Moje świadectwo jest dla mnie jeszcze zbyt intymne, by opisać je na blogu w szczegółach. Piszę to tylko dlatego, by wielbić Boga za wszystko, czego dokonał w moim życiu. I zaświadczyć, że On jest dobry, a jego dobroć i wszechmoc jest nie do ogarnięcia ludzkim rozumem. Doświadczyłam Jego działania, doświadczam go CODZIENNIE, a od momentu nawrócenia zaczęłam Go zauważać. Bóg jest dobry, najlepszy w swojej wszechmocności, a każdy dzień mojego 26 letniego życia jest tego przykładem.

Nawróciłam się – szumnie brzmi? Wydawać się może, że człowiek, którego, co chwilę, widać w kościele, nie potrzebuje nawrócenia.  A jednak – moje nawrócenie to proces, który zapamiętam na zawsze. Musiałam odkryć Boga na nowo, by na nowo się w nim zakochać. By przypomnieć sobie o jego dobroci. By zaufać Mu, jak nigdy przedtem nie miałam odwagi.

Nawróciłam się, choć nie spadł na mnie meteoryt. Nie widziałam anioła całego w bieli, ani nie trzasnął mnie żaden piorun z nieba, Mam wrażenie, że często czekamy na tego typu znaki – cuda, które namacalnie uświadomić nam mają, że Ktoś na górze jednak istnieje. O nawróceniach myślimy często jak o cudzie, który ma się wydarzyć na naszych oczach i koniecznie ma być nie mniejszy niż wskrzeszenie Łazarza. I żeby była jasność: nie lekceważę tego typu pragnień. Wierzę, że cuda tego pokroju są możliwe. Ale.. Bóg chce też działać inaczej. Delikatnie, małymi krokami, subtelnie pokazując nam codziennie, że jest, czuwa i nie pozwoli nas skrzywdzić. I to właśnie widziałam w dniu nawrócenia: całe moje 26 lat – dzień po dniu – pokazało mi jak wiele cudów czyniło się w moim życiu… za Jego sprawą. I jak bardzo mi błogosławił w drodze, która doprowadziła mnie tutaj, gdzie jestem teraz. Przejrzyście zobaczyłam jego dobroć i miłość. Doświadczyłam pokoju, którego nie jestem w stanie opisać słowami.

I… Choć nie opisałam sytuacji w szczegółach, moment w którym to się stało, mogę podać co do dnia, godziny i minuty. Nawrócenie to decyzja, którą podjęłam. To stan ducha w którym otworzyłam się na Jego działanie, zauważyłam Jego cuda w moim życiu i zaprosiłam go do WSZYSTKICH sfer mojego życia. Dziś… pytam Go o wszystko, a On odpowiada. Zadziwia mnie każdego dnia, ale i ja każdego dnia nawracam się na nowo: codziennie podejmuję decyzję o życiu z Nim i odpowiadam na Jego “Pójdź za mną!” .

Idę. I nie chcę już żyć inaczej. Nie chcę żyć bez Niego.

Chwała Mu za to.