Back to home
in Życie

Ostatnie tygodnie ciąży czyli emocjonalna jazda bez trzymanki.

  • 27 sierpnia 2018
  • By Kaja Kubarska
  • Komentarzy: 0

Jestem control freakiem. Jestem w stanie zaplanować najmniejszy szczegół z wielu nadchodzPących wydarzeń w moim życiu. Ale to taki szczegół, o którym nie tylko nie pomyślałby mój mąż, ale on nawet nie zauważy, gdy ja go zaplanuję i wykonam.  Cóż… TRUDNO.

I mimo, że kilkakrotnie już przekonałam się o tym, że najpiękniejsze chwile mojego życia to te, które nie były zaplanowane, to ja wciąż usilnie staram się mieć kontrolę. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa, ale też takie poczucie niepróżnowania. Planując, wykonuję pracę, nie czekam bezczynnie na to co przyniesie życie.  A ja nie lubię lenistwa. Choć nie jestem święta i zdarza mi się wyłożyć nogi na kanapę, to nie mam zrozumienia dla tych, którzy oczekują, że będzie im dane na tzw. „ładne oczy”, gdyż mam silne przekonanie, że bez pracy nie ma kołaczy. Że sukces jest miarą szczęścia ale przede wszystkim ciężkiej pracy. Że błogosławieństwo przychodzi tam gdzie praca właśnie i nasze zaangażowanie. Po za tym lubię być w czynności,  gdyż bezczynność wprowadza mnie w stan pomnażania myśli, które to z kolei często doprowadzają mój mózg nieopodal stanów około depresyjnych.

No i masz. Takiej babie jak ja na dniach ma urodzić się trzecie dziecko.

Trzeci raz mój ułożony, pozornie kontrolowany świat stanie na głowie. I to dzieje się wtedy,  gdy ja już dwukrotnie po wielu próbach, załapałam balans. Gdy ogarnęłam rzeczywistość z dwójką dziewczynek rok po roku. Gdy mój harmonogram dnia jest stały, niezmienny i satysfakcjonujący. Trzeci raz ktoś każe mi uzbroić się w cierpliwość. Trzeci raz straszy niespodzianką, która nastanie w najmniej oczekiwanym momencie. I choć finał będzie cudowny, pełen ekstazy i fajerwerków, to zanim nastanie, niespodzianka będzie dość bolesnym doświadczeniem.

Kolejny raz ktoś każe mi być w gotowości, w każdej chwili doby. Nieważne czy właśnie przeorałam szmatą mieszkanie, nieważne czy nie spałam od kilku dni, bo mnie skurcze przepowiadające zwijały w kokon. Nikogo nie obchodzi czy zdążyłam się dzisiaj umyć, bo rzeczywistość  domowa bywa wciągająca na tyle, że dopiero gdy popatrzyłam w lustro zorientowałam się, że dziś umyłam tylko zęby, bo włosów to nie myłam chyba z tydzień, przynajmniej tak wyglądają. TRUDNO. LAJF IS BRUTAL , a ja muszę  być gotowa na godzinę zero w każdym momencie, niezależnie od okoliczności.

Po raz trzeci rzucają mnie na głębokość na której się nie unoszę(jak mam się, kurde blaszka, unieść, w 39 tygodniu ciąży z bagażem kilkunastu nadprogramowych kilogramów, żartownisie?!), macham rękami, wywijam gestykulując, jakbym chciała utrzymać się w tej rzeczywistości tłumacząc jednocześnie światu, że nie ogarniam, choć bardzo się staram.

I nie chodzi wcale o strach przed rzeczywistością powiększającej się rodziny. Kompletnie nie boję się momentu, gdy będziemy w komplecie. Ja nie mogę się wręcz doczekać obecności mojego kolejnego dziecka. Macierzyństwo to moja droga i wiem, że nie jestem w tym sama i wiem, że damy sobie radę. Ja jako matka, my jako rodzina. Obecny stan jednak, mimo szeroko pojętej pomocy osób z mojego otoczenia, zgniótł mnie i moje racjonalne odbieranie rzeczywistości w sposób brawurowy.  Codziennie nie poznaję swoich myśli i emocji, mam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. I wiem, że hormony robią ze mną co chcą. I wiem, że to minie, ale teraźniejszość  jest dla mnie absurdalnie irracjonalna: cieszę się moim kolejnym, nadchodzącym dzieckiem przy jednoczesnej panice i  natłoku negatywnych emocji, impulsów, którym nie sposób się nie poddać, bo są tak silne, że zwalają z nóg…

Ten stan sprawia, że oczekuję rozwiązania jak niczego na świecie…

I wiem, że gdy zobaczę te małe rączki, które mają tylko mnie, o wszystkim zapomnę…

bo zaleje mnie równie absurdalna, co obecne emocje, miłość…

nieopisana, nie wiadomo skąd pochodząca, najczystsza w swej postaci, bezgraniczna… miłość.

 

By Kaja Kubarska, 27 sierpnia 2018
O mnie
Cześć, jestem Kaja
Jestem szczęśliwą kobietą, żoną i matką. Mam około ćwierć wieku i prawdopodobnie spełniłam już wszystkie moje marzenia. To piękne, ale brzmi strasznie, prawda?
Facebook
mój instagram

@kajakubarska