Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Podobna do nikogo…(?)

Byłam takim dzieckiem, które nie czuło się do nikogo podobne. Zawsze uważałam się za tą najbrzydszą w grupie – zupełnie nie wiem jak zostało mi to wdrukowane, ale uczucie brzydoty do samej siebie pamietam do dziś. Czasem dopada mnie w najmniej oczekiwanym momencie, ale nie daje się temu zawładnąć.

Wychowywałam się w rozbitej rodzinie, ale nigdy w dzieciństwie nie brakowało mi miłości. Jestem najmłodsza z rodzeństwa – byłam oczkiem w głowie mojego najstarszego brata i spełnieniem macierzyńskich instynktów moich starszych sióstr (dobra, instynkt się kończył gdy musiały zabierać mnie na randki…) i do dziś czuję się rozpieszczana, jako ta najmłodsza. Mimo to, czułam, od zawsze, że jestem inna niż reszta. Nie wyczuwałam w sobie podobieństwa  ani charakteru, ani wyglądu. Oni w moich oczach byli najwspanialsi, a ja zawsze jakaś taka bylejaka… 

Może dlatego do dziś nie lubię tych porównań „a ty to jesteś cały ojciec!” A „po mamusi taki piękny!” Albo „dożarty jak mamusia”. Czuję się nieswojo, gdy tego słucham, bo boję się naznaczyć któreś z moich dzieci. Być może w ich oczach ja, nie jestem tą do której chcą być podobni? Albo cecha ich ojca którą ciagle im przypisują nie jest niczym, co ich zdaniem jest chlubą? 

Pamietam jeden moment, byłam bardzo mała, a ktoś powiedział mi neutralną(!) cechę jednego z moich rodziców, którą podobno posiadam. Mam to w sobie do dziś. I od tamtego momentu ciągle o tym myślę, czy naprawdę jestem taka podobna w tym względzie, który został wskazany… niby nic takiego, a jednak… zostało. Słowa wypowiadamy bardzo łatwo, ale przewidzieć ich konsekwencje, nieraz, jest bardzo trudno…

Druga strona medalu jest taka, że podobieństwo do rodziców wychodzi po latach… Ja, która czułam się jak ulepiona z innych genów, dziś widzę w lustrze oczy mojej Babci, uśmiech mojej mamy, posturę mojego ojca. A czasem, gdy zastanowię się nad wypowiedzianymi słowami słyszę ironiczny żart mojej siostry, albo ton i akcentowanie wyrazów mojego brata… mam szereg przyzwyczajeń z domu rodzinnego.

Bardzo wiele razy się przed tym bronię, specjalnie robię na opak, zmieniam zachowania, pracuję nad odruchami… aby chwilę później kolejny raz zobaczyć, że genów nie oszukam… 

Mama zawsze powtarzała znany frazes „bądź sobą!”.  Nie chciała bym kierowała się sugestiami, stereotypami, powtórzeniami z domu. Dziś myślę, że w tym znanym powiedzeniu w jej ustach, chodziło o coś znacznie więcej niż wydawać by się mogło. Chciała bym stworzyła własną historię, odrębną od tych, które mogłabym powielić według wzorca rodziców.

Chciałabym, by moje dzieci zbudowały swoją osobowość jak własną, niepowtarzalną markę, z której będą dumni. Chciałabym, by dokonały samodzielnych, mądrych wyborów. I by brali odpowiedzialność za swoje życie. Chciałabym, by nie mieli żadnego bagażu doświadczeń, który mógłby jakkolwiek negatywnie wpłynąć na ich samoocenę i motywacje do dobrego życia. 

Chciałabym… ale nie na wszystko mam wpływ…

Mogę tylko starać się być dobrą żoną, mamą, dobrym człowiekiem… i dawać przykład. 

Może kiedyś będą się cieszyć z naszych podobieństw?

Może kiedyś zechcą „być jak mama”?