Dziecko vs życie. Pytania bez odpowiedzi

Córka ma, pierworodna, dostała buty. Obuwie owe przywiózł mój brat, a jej wujek z zagranicznych wojaży, specjalnie dla Heleny. Są czerwone, z boku widnieje znaczek najsłynniejszej marki sportowej na świecie, a gdy moja córka kroczy, naciska na pięcie przycisk, który sprawia, że święcą! Tak, świecą na wiele kolorów. Dacie wiarę w takie cuda techniki? Gdy Hela je założyła po raz pierwszy to chodziła na czworakach, bo gdy jej sylwetka była spionizowana nie widziała ona owych światełek. Zachwycona była, ale uwierzcie, że ja byłam zachwycona pincet razy bardziej. Łzy miałam w oczach. Moja córka miała na stopach moje marzenie z dzieciństwa. Marzenie, które już na starcie, wtedy, ponad dwadzieścia lat temu było przegrane. Wiedziałam, że to zachcianka, której nigdy nie zdobędę. A moja córka, po półtora roku na tym świecie przegoniła moje dziecinne marzenia, w dodatku w sposób nieświadomy i nie wymagający żadnych wyrzeczeń. Wow.

Mam 25 lat i jestem szczęśliwa – bezsprzecznie, będę to powtarzać jeszcze wiele razy. Gdy myślę o moim dzieciństwie to generalnie rzecz ujmując też odbieram je jako szczęśliwe. Ale nie było idealnie. Nie wdając się w szczegóły, trochę czasu zajęło mi, by dojść do pewnych wniosków i docenić wszelkie trudności jakie doświadczały mnie w drodze do dorosłości. Nie byłabym tym, kim jestem i tu gdzie jestem, gdyby nie doświadczenia. Gdybym była innym człowiekiem mój mąż nie zwróciłby na mnie uwagi. Gdybym była inna nie ha tak, aby być szczęśliwa. Mogłabym nie znaleźć motywacji. Gdyby było mi łatwo, nie potrafiłabym stworzyć odpowiedniej hierarchii wartości. Ogólnie rzecz ujmując uważam, że to co było złe, nieidealne, nieksiążkowe i to, co odbiegało od “normalności” stworzyło mnie jako osobę, z której mogę być dumna. I na pewno w jakimś stopniu czuje tę dumę, gdy myślę o sobie w kontekście drogi, jaką przeszłam, by być tu, gdzie jestem.

No i właśnie… naszła mnie refleksja. Czy chcąc dać moim córkom wszystko to, czego ja nie miałam, nie robię im krzywdy w postaci braku przeciwieństw, które muszą pokonać, by stworzyć swój własny, wypracowany charakter? Czy moje dzieci, nie mając sytuacji trudnych, będą potrafiły docenić życie i jego wszystkie odcienie? A może sytuacje trudne same przyjdą i będą, nie ominą ich, więc po co stwarzać im kolejne?

Wiele teraz pisze się o modelu wychowywania dzieci w bliskości, bezstresowej aurze, o przytakiwaniu, o zakazie mówienia “nie”… nie wyrażam opinii na temat tych sposobów, nie jestem ekspertem. Często czerpie z nich inspiracje, ale wciąż zastanawiam się czy stwarzanie dzieciom bezproblemowego środowiska jest dla nich dobre w kontekście całego ich życia, które, umówmy się, nikogo nie oszczędza?

Każdy chce dać dzieciom to, co najlepsze, ja też. I tak, na pewno milion razy usłyszę, co zrobiłam źle i czego nie dopilnowałam, mimo, że się staram jak mogę. Moje dzieci żyją w innych czasach i innej rzeczywistości.

Jestem taka, jak każda matka, działamy na tym samym mechanizmie. Chce dać dzieciom to, czego ja nie miałam. Chce uciec od modelu mojej rodziny, by stworzyć inny, lepszy. Chcę za wszelką cenę stworzyć idealny świat, by nigdy nie usłyszeć od dziecka “zrąbałaś sprawę, mamo!”.
Tylko, czy to naprawdę idealny kierunek…?
Czy odzierając moje dziecko z możliwości doświadczeń,a tym samym jakiegoś typu rozwoju społecznego, wychowam go na dobrego, wrażliwego człowieka?
Czy rozwiązując za niego każdy problem,nauczę go mądrości w odnajdywaniu się w każdej sytuacji?
Czy chroniąc przed wszystkim co dla niego niewygodne sprawię, że będzie odważny?
Czy wyręczając je w trudach i zadaniach, nauczę samodzielności ?

Zostawiam pytania otwarte. Bez kafeterii. Do codziennej, mądrej refleksji, adekwatnej do sytuacji.

Nie zrozumcie mnie źle. Stoję przy dziecku wszystkie doby w tygodniu, jestem mu potrzebna jak nikt inny, wspieram w każdym trudzie, śmieje się z nim, płacze, gdy cierpi, tulę tak wiele razy, że ma mnie dość, a całusy uskuteczniam ponad przydział dzienny, wyznaczony przez moje dziecko. Nie chciałabym tylko, by moja osoba przysłoniła mojemu dziecku prawdziwe życie, z którym każdy przecież musi się zmierzyć. Prędzej czy później.
I to jest to pytanie: lepiej prędzej czy później ?