Zobacz mój sklep →

Nie zasłużyłam na to.

Czasem ktoś zachowa się nie tak jakbym się spodziewała. Nie tak jakbym chciała. Nie tak jakbym oczekiwała. W sposób, który mnie zaboli. Niekoniecznie osoba wyrządzającą krzywdę miała w zamiarze mnie skrzywdzić – nie wiem i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, czy zrobiła to z przyzwyczajenia, ze względu na swój sposób myślenia (inny od mojego) czy z jakiegoś innego powodu, który generuje świadome bądź nieświadome zachowania. Ale dotknięta zostałam, kilkakrotnie, przez różne osoby, jak każdy zresztą… i wtedy, przychodzą do mnie różne myśli, „trawię” sytuację przez wiele godzin, dni, czasem tygodni. I ostatnio po takim zdarzeniu, kiedy to w codzienności gryzła mnie jakaś niedoskonałość ludzi i świata, złapałam się na myśli, która mnie zaskoczyła i na której się zatrzymałam i jakby otrzeźwiałam…

Zdanie to zabrzmiało w mojej głowie wraz z żalem, że zostałam tak potraktowana: „nie zasłużyłam na to…” – pomyślałam. I gdy myśl stała się świadomą… zastygłam. Piorun mnie uderzył. Zalała mnie, jak później wywnioskowałam, przelewająca się od stóp do głów pycha. Ta sama pycha która razi mnie w świecie. Ta sama, której się brzydzę i ta sama, której ponoć unikam… ta sama.

Jakim prawem, ja, mówię, że na coś nie zasłużyłam?! A kto decyduje o tym na co, kto zasługuje? I jakimi to niby osiągnięciami życia można zasługi dobrego traktowania, według mojej myśli, zebrać?!

Tak jak obserwuje to u ludzi, u siebie też zaobserwowałam. Tak jak krytykowałam u ludzi, stokroć bardziej zganiłam u siebie. Stąd mój paraliż.

My od świata wciąż czegoś oczekujemy. Wciąż myślimy, że coś nam się należy. Niemal codziennie łapiemy się na żalu do ludzi i świata, że ten nie dostosował się do nas i naszych standardów. Ciągle jesteśmy uciśnieni, bo coś lub ktoś nie spełnia naszych oczekiwań. A niby czemu ma spełniać ?! Czy ktoś, kiedykolwiek nam obiecał, że świat będzie czekał na realizację naszych pragnień i marzeń? Ot tak, po prostu?

Myśl, że nie zasłużyłam kilka chwil później obróciłam do góry nogami.
Nie zasłużyłam na mojego męża. Nie zasłużyłam na moje dzieci. Na wszystkie spełnione już marzenia. Na chwile nieokreślonego szczęścia też nie zasłużyłam. I na fakt, że żyje ponad moje oczekiwania też nie zasłużyłam… i na to, że żyje też nie zapracowałam ani sekundą mojego istnienia, bo przecież kiedy ktoś powoływał na świat Bojarunównę, nie istniałam, więc cóż mogłam? Zdać się na łaskę Stwórcy jedynie, i na łut szczęścia, że ktoś na świat mnie zechce i przyjmie. I wyobraźcie sobie, że nie zasłużyłam na to w żaden sposób. No jaja… Ktoś stworzył mnie bezinteresownie. A ja, powtarzam, nie zasłużyłam na to.

Więc o co ja się ciskać śmię i wygłupiać krzywiąc minę na niedoskonałości ludzkie…

Niczego nie chcę już oczekiwać. Nie zasłużyłam. Na to co mam, że żyję…
nie zasłużyłam…