Mój sklep już działa! ZOBACZ →

Nowy rok – nowa ja?

Nigdy nie byłam fanką wielkich imprez sylwestrowych. To znaczy, nie ma nic złego i dziwnego w świętowaniu Nowego Roku, ale imprezować to ja mogę(jak się zorganizuję) w każdą noc roku a nie na tzw. “trzy, czte-ry!” wtedy kiedy wszyscy karzą mi się cieszyć, bawić i podskakiwać tylko dlatego, że liczba w dacie o jeden większa. Od trzech lat w mistrzowski sposób przesypiam sylwestra, a Nowy Rok witam rano, bladym świtem i w przeciwieństwie do większej liczby społeczeństwa jestem trzeźwa, wyspana i gotowa, by podjąć wyzwania jakie przyniesie Nowy Rok. Powtórzę: nie ma nic złego w celebrowaniu zmiany daty i jeśli ktoś ma na to ochotę: Why not? Ale równie wspaniale jest niczego nie robić na siłę, bo tak trzeba… i zrobić to na co mamy ochotę, w czasie kiedy chcemy.

Podobnie jest z wielkim zapotrzebowaniem na postanowienia noworoczne. Tylko kto to generuje i w jakim celu? Bo wątpię, żeby to było przyjemne uczucie – ten przymus i bat, który sami nad sobą tworzymy przy okazji zapominając o nas samych w tych postanowieniach i tym czego naprawdę chcemy i potrzebujemy. Przyświecają nam różne cele i motywacje. Najgorzej jeśli zmiany motywuje chęć pokazania innym tego, że nas stać. Najgorzej jeśli zmiana nie doskonali nas samych tylko nasz wizerunek. Najgorzej, jeśli za mieć nie idzie być. Wtedy się nie uda. Ni mo sząs.
Ile ludzi zaczyna dietę od pierwszego stycznia, kto dostał karnet na siłownie pod choinkę? Ilu rzucało fajki od kilku lat, zawsze pierwszego stycznia? Kto od stycznia nauczy się gotować a kto przestanie oglądać telewizję? Kto rozkręca lepiej biznes w tym roku i kto zarobi pierwszy milion od stycznia włącznie ? I to wszystko tylko po to, by około dziesiątego stwierdzić, że zima nie sprzyja zmianom, a w sumie to zacząć można zawsze, np. na wiosnę.

Ja nie postanowiłam nic poza faktem, że będę ciężko pracować i wszystko co przyniesie Nowy Rok przyjmę na barki. Pierwszego stycznia obudziłam się, jak zawsze, koło szóstej z dwójką córek i mężem w łóżku. Jak zawsze włączyłam poranną muzykę, jak zawsze w wolne dni mąż zrobił nam śniadanie, które wspólnie zjedliśmy. Jak codziennie ubrałam dzieci i jak zawsze poszły się bawić. A ja… zatrzymałam się i rozglądnelam dookoła. Po co postanawiać… po co dążyć do zmian… po co na siłę szukać wrażeń… skoro to, co jest tu i teraz jest tak piękne i tak spokojne… jest prawdziwe… doścignione i na wyciągnięcie ręki… jest szczęśliwe… jest nasze, tylko nasze.

Nowy Rok, Nowi My – hasła motywujące do zmian widzę na każdym kroku. Tym czasem w moim domu mimo Nowego Roku my pozostaliśmy “starzy”. I to najpiękniejsze co mogło mnie spotkać pierwszego stycznia anno domini 2018. Brak zmian i wszystko na swoim miejscu…

Edit, chwilę później: okej. Mam postanowienie! Wow. Jednak tłum mnie pochłonął. Trudno.

Zatem: postanawiam dziękować. W każdym położeniu dziękować. Mam za co i za kogo.