Mój sklep już działa! ZOBACZ →

See Bloggers 2018 moimi oczami.

Na see Bloggers pojechałam z wielkim podekscytowaniem ale i duszą na ramieniu: nie wiedziałam czego się spodziewać, to był mój pierwszy raz na takim evencie. W kilku punktach chciałam podzielić się z Wami moimi opiniami i uczuciami na temat tego wydarzenia.

1. Organizacja

Samo wydarzenie i jego organizacja robiła na mnie niemałe wrażenie. Możliwości poznania znanych ludzi internetu i telewizji, udziału w warsztatach, panelach czy wywiadach było nieskończenie wiele. Wszystko do wyboru, do koloru. Nie można było na to narzekać. Organizatorzy jak i wolontariusze znajdujący się w obiekcie pracowali jak mróweczki i nie można im nic zarzucić. Minusem organizacyjnym był jednak sam obiekt – mimo map – ciężko było się odnaleźć na terenie EC1 przez co często spóźniałam się deko na warsztaty – szczególnie w pierwszym dniu.
2. Merytoryka

Tak jak wspomniałam, zaproszonych gości prelegentów było wielu- około 80 osób. O ile słuchało się ich bardzo dobrze i ciekawie opowiadali o swoich doświadczeniach, o tyle ciężko mi powiedzieć, że oprócz nowych ciekawostek z ich życia wyniosłam z ich wystąpień coś więcej pod względem merytorycznym. W skrócie: raczej nie nauczyłam się niczego konkretnego co mogłoby przenieś się na moją prace w sieci, podczas tego wydarzenia. A niestety jadąc na See Bloggers to była moja główna motywacja – edukacja. Tutaj się pomyliłam. Cóż, mogłam, wszak to mój pierwszy raz.

W tym punkcie chciałam też zaznaczyć niezrozumiałe dla mnie dobranie gości do paneli czy wywiadów. Przykład: jeśli człowiek związany od kilkudziesięciu lat z telewizją, posiadający znaną twarz, która sama w sobie jest marką, opowiada o tym jak rozwinął instagram – to nie jest to  dla mnie ani nauka ani przykład edukacyjny. Ja jestem szarym człowiekiem „bez twarzy” i jego opowieść o tym, jak pokazując się w codzienności i będąc po prostu sobą zyskał tysiące  followersow jest niewiarygodna. On miał i ma twarz której ja nie mam.
3. Sponsorzy

Wydarzenie było ogromne. 2000 uczestników, którzy mieli możliwość przybycia tam całkowicie za darmo było nie lada wyzwaniem dla organizatorów. Z racji, że nie musieliśmy płacić za udział partnerów i sponsorów wydarzenia można było zobaczyć wielu. W wyznaczonym ku temu miejscu rozłożono kilkadziesiąt stoisk firm, dzięki którym mogliśmy uczestniczyć w tym wydarzeniu a ponadto mieć możliwość skorzystania ich produktów: przekąsek, kosmetyków czy usług. Każde stoisko organizowało konkursy w których wygrywał każdy blogger/uczestnik, który w jakiś, określony sposób zareklamował ich produkty. Czytając relacje po SB na różnych blogach i profilach w social mediach, spotkałam się z oburzeniem i niezrozumieniem tej idei, a nawet nazwaniem tego sprzedawaniem się.

Ekhm. Ludzie. Nie bądźmy hipokrytami: wszyscy pojechaliśmy tam ze świadomością, że wydarzenie jest darmowe oraz, że See Bloggers żeby istnieć musi mieć sponsorów. Jeśli już bierzemy w tym udział, małe podzielenie się ich produktami na naszych social mediach nic nas nie kosztuje, a jest jakimś rodzajem odwdzięczenia się za fakt, że dzięki nim możemy brać udział w tak prężnej imprezie. Proste? Proste. Nikt się nie sprzedaje, to forma wymiany, na którą jadąc tam jakby odgórnie się zgadzamy.
4. Świat blogosfery

See Bloggers to największe wydarzenie twórców internetu. O ile organizatorzy zrobili kawał dobrej roboty to… ludzie mnie zawiedli. W swojej roszczeniowości,w poczuciu, że wszystko się im należy. I w hipokryzji właśnie. Nie chcę się zanadto rozpisywać, bo nie powinno się robić niestosownych rzeczy do własnego gniazda, jednak uczestnicy, blogerzy, infuencerzy, ludzie, którzy mają podobno tworzyć na nowo świadomość teraźniejszości i przyszłości bardzo mnie rozczarowali.

Moim zdaniem, od strony twórców(uczestników) to wydarzenie było festiwalem próżności i poczucia zajebistości w który ja nie chcę się wpisywać. Osoby, które same nazywają się otwartymi na świat, nie widzą nic więcej poza czubkiem własnego nosa. A wydaje mi się, że akurat w tej branży, warto być blisko ludzi. Każdych: tych “małych” i tych “wielkich”.  W końcu to ludzie nas tworzą byśmy my, inspirując, mogli tworzyć ich. I jeszcze jedno: w internecie jak pod niebem, dla każdego znajdzie się miejsce, dlatego apeluję o zdrową konkurencję. I obopólny szacunek.
5. Najlepsze punkty imprezy- to oczywiście subiektywna ocena.

Najbardziej podobały mi się warsztaty z Lidią Piechotą (blog: http://lidiapiechota.pl/ ) i Anną Dydzik (blog: http://nieperfekcyjnamama.pl/). Zestawione na zasadzie kontrastu traktowały o tym jak przedstawiać w sieci trudne tematy macierzyńskie oraz przedstawiały argumenty za i przeciw pokazywaniu dzieci w internecie. Było po prostu fajnie i merytorycznie. Polecam obydwa blogi i profile social media tych pań.

Drugim punktem, który mi zapadł w pamięć to wystąpienie Agnieszki Jastrzębskiej z Jastrząbpost.pl. Nigdy nie byłam wielką fanką Agnieszki, po prostu wiedziałam kim jest i co robi. Jej opowieść jednak i szczerość przyznania się do wielu porażek sprawiła, że miałam ciarki słuchając jej oraz nabrałam do niej dużego szacunku. Przeżyć traumatyczne wydarzenia i głębokie doliny zawodowo – biznesowe, a później potrafić się do tego przyznać, opowiedzieć o tym dość szczegółowo przed sporą publicznością to nic łatwego. Wiem coś o tym, dlatego respekt dla tej Pani. Za to wystąpienie oraz za to, co przeszła i  że wytrwała.

No i oczywiście: koncert Kasi Nosowskiej. Legenda sama w sobie. Muzycznie rewelacyjna. Piękne zwieńczenie dnia i Gali hpHasztagu, podczas której nagrody dostali najlepsi Twórcy internetu ostatniego roku.

Całość wydarzenia oceniam bardzo pozytywnie. Praca wielu ludzi była widoczna na każdym kroku. Bardzo doceniam fakt, że mogłam się tam znaleźć. I dziękuję organizatorom za możliwość wzięcia udziału w See Bloggers.