Zobacz mój sklep →
Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed

Jak wybrać rodziców chrzestnych dla mojego dziecka?

Mam czwórkę dzieci, trójce już wybraliśmy z mężem rodziców chrzestnych. Za każdym razem temat był przez nas omadlany, przedyskutowany i rozeznawany przez cały okres oczekiwania na dziecko. Dla mnie to niełatwa decyzja, bo dotyczy spraw fundamentalnych, ale po trójce dzieci wypracowałam w sobie pewne podejście, którym chciałam się z wami podzielić. Już na początku mogę wam zaspoilerować koniec: nasze dzieci mają błogosławieństwo cudownych chrzestnych, choć nie zawsze wybór padał w sposób oczywisty :).

  1. Na początek trochę faktów. Kodeks Prawa Kanonicznego w punktach 872. 873. 874. mówi o tym, że
      • “Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki.”
      • przyjmujący chrzest może mieć jednego rodzica chrzestnego bądź dwoje: ojca chrzestnego i matkę chrzestną. 
      • aby osoba była dopuszczona do roli chrzestnego musi: być wyznaczona przez samego przyjmującego chrzest lub rodziców chrzczonego lub inne osoby sprawujące opiekę prawną bądź duchową nad chrzczonym; mieć minimum 16 lat (chyba, że w sytuacjach nadzwyczajnych biskup diecezji wyrazi zgodę na zmianę tego zapisu); jest katolikiem, bierzmowanym, żyje zgodnie z zasadami wiary; jest wolny od jakiejkolwiek kary kanonicznej; nie być ojcem lub matką osoby chrzczonej
      • jeśli osoba chcąca zostać “chrzestnym” nie spełnia którego z w/w warunków może zostać tylko i wyłącznie świadkiem chrztu świetego – zostanie to zanotowane w dokumentacji sakramentu. Warunkiem natomiast jest oczywiście istnienie drugiej osoby, która będzie spełniała w/w warunki i zostanie choć jednym chrzestnym osoby chrzczonej.
    1.  Wasze odpowiedzi. Zapytałam was niedawno na moim instagramie na co zwracaliście uwagę wybierając chrzestnych. Wskazania były najróżniejsze. Pisaliście, że liczyły się relacje; to, czy ktoś jest z rodziny, wiara chrzestnego, podejście do dzieci, wiek, status cywilny nawet, a niektórzy wprost pisali, że portfel nie był im obojętny, bo wybierali ze względu na zamożność. Hm… nie oceniam żadnego podejścia. Sama raczej kieruje się intuicją i głosem wewnętrznym. Chrzestni moich dzieci to osoby różne – nie wpasowującego się w statystycznego Chrzestnego Kowalskiego. Co prawda wszyscy pochodzą z rodziny, ale koligacje są różne – od bliższych do tych dalszych.
    2. Kilka wniosków ode mnie. Po pierwsze wiara jest fundamentem tej roli, jest jej podstawą – to dla mnie oczywiste. Idąc tropem KPK wysnułam zasadę, że choć jedna osoba z pary dla jednego z moich dzieci ma mieć bliską i silną relację z Bogiem. Oczywiście – trudno mi to ocenić jednoznacznie, ale “po owocach ich poznacie” – zwracałam uwagę na okoliczności, przyglądałam się życiu i pobudkom do życia kandydatów i słuchałam wewnętrznego głosu. A co z drugim chrzestnym? Otóż, przyznaję się – nie wszyscy chrzestni moich dzieci są książkowi i nie wszyscy mają prostą ścieżkę religijną, ale coś wam opowiem…

Słuchając głosu mojego serca wybrałam parę chrzestnych dla jednego z moich dzieci. W momencie chrztu świetego dziecka- wszyscy byliśmy w stanie łaski uświęcającej, później życie potoczyło się jak wszędzie – każdy szedł własną drogą, i choć nasza relacja była bardzo dobra, to stosunek jednego z chrzestnych do Kościoła – coraz bardziej negatywny. Modlimy się często z dziećmi w sposób spontaniczny, własnymi słowami. I w pewnym okresie czasu, zupełnie bez mojej podpowiedzi nasze dziecko modliło się konkretnie za tę osobę, swojego rodzica chrzestnego i to notorycznie i natarczywie. Wtedy pomyślałam sobie “czasami chrzestny potrzebuje chrześniaka, a nie na odwrót”. Myślę, że Pan Bóg nie zawsze podpowiada w sposób oczywisty i ma swój plan na chrzestnych – warto go pytać i nie kierować się naszymi uprzedzeniami. Dzieci modlą się najskuteczniej – bo najprościej i z serca, bez ograniczeń.

Po drugie – komunikacja. Każdy z tych, którzy zgodzili się być chrzestnymi naszych dzieci przeszedł z nami rozmowę, by określić priorytety na których nam zależy. Oczekiwania nasze są zgoła inne niż te, które podpowiada świat – dlatego ważnym było dla nas by je dookreślić. Zależy nam oczywiście na modlitwie za dziecko oraz obecność w najważniejszych momentach życia dziecka – głównie o obecność duchową, dlatego wprost poprosiliśmy o to, by w miarę sprzyjających okoliczności (nigdy nie przewidzimy jak ułoży się życie za dekadę – dwie, dlatego nie oczekujemy przysiąg, a deklarację i otwartość) mieć możliwość przyjęcia Komunii Św. w intencji dziecka na wszystkich ważnych uroczystościach chrześniaka – i to są jedyne prezenty, które pozwoliliśmy sobie wymagać od chrzestnych naszych dzieci.

Po trzecie – nie kierujemy się tym co się powinno, co ktokolwiek od nas oczekuje albo jaka jest tradycja wyboru matki lub ojca chrzestnego, a tym co mówi nam nasz przemodlony głos wewnętrzny i….

Po czwarte – staramy się utrzymywać relacje z chrzestnymi oraz pokazywać naszym dzieciom, że należy im się szczególny szacunek i miłość.

Czujemy się pobłogosławieni chrzestnymi naszych dzieci. Wszyscy są ważni dla swoich chrześniaków, które często posługują się w stosunku do nich słowami “mój chrzestny”, “moja chrzestna”… Dzieciaki kochają swoich rodziców od chrztu i regularnie się za nich modlą oraz myślą o nich w codzienności – pytają, dzwonią, opowiadają o nich innym. My jako rodzice czujemy wsparcie w chrzestnych – jedni pokazują pamięć strojąc ich w nowe ciuchy, inni regularnie ich odwiedzają i bawią się z nimi, kolejni martwią się, gdy zdarzają się sytuacje trudne i wydzwaniają, pokazując tym swoją miłość. Są też tacy, którzy dają nam świadomość, że pomogą o każdej godzinie dnia i nocy, w sytuacjach podbramkowych, kiedy nie mamy kogo prosić o pomoc. Nie czujemy się zawiedzeni, wręcz nieraz zawstydzeni ich zaangażowaniem, ale też nie mamy postawy roszczeniowej wobec chrzestnych. Oni nic nie muszą, przyjęli tę rolę dobrowolnie i tak samo chcielibyśmy, by ją sprawowali. Wszystko odbywa się w wolności, jesteśmy wciąż mile zaskakiwani przez tych, którzy przyjęli odpowiedzialność duchową za nasze dzieci. I wdzięczni Bogu za ich obecność.