Zobacz mój sklep →

Takiej matki Ci życzę, Córeczko…

 

Chciałabym być matką, nie-nieomylną, ale taką, która o swoich pomyłkach rozmawia z dzieckiem. Bo to przecież normalne się mylić. Warto  potrafić się przyznać, wyjaśnić powody, przedyskutować… pokazać dziecku siebie i swoje wnętrze.

Chciałabym być matką, której dziecko nie boi się powiedzieć niczego. Nawet tego, co w teorii niezgodne z moim światopoglądem. Taką, która nie skarci, gdy dziecko pomyśli nie według mojego widzimisię czy schematu, ale taką, która wejdzie w dyskusję “dlaczego tak myślisz, kochanie?”

Chciałabym być matką do której dziecko przyjdzie w każdej sprawie, nie bojąc się odrzucenia. Taką, która najczęściej powie “rozumiem” albo “chcę Cię rozumieć”. Taką, która będzie szukać wspólnych płaszczyzn, a nie będzie skupiona na różnicach wynikających z pokoleń, doświadczeń i charakterów.

Chciałabym być matką, nie – idealną, ale taką, która jest dla dziecka spójną, szczerą postacią. Której czyn jest ściśle związany ze słowem, a za której słowami idą działania. Matką, której się wierzy i ufa. 

Chciałabym być matką, która jest autentyczna. Bez cienia fałszu. Nawet w głosie. 

Chciałabym być matką, której dziecko czuje się WAŻNE, wartościowe i kochane. Nigdy nie chciałabym być powodem podcięcia dziecku skrzydeł. 

Chciałabym być matką, której dziecko bez zawahania powie “moja mama mnie kochała, szczerze kochała”.

 

Córeczko… napisałam ten tekst w przeddzień Twoich czwartych urodzin. To tekst dla Ciebie, ale i dla każdego z Twojego rodzeństwa. Pierwszy lutego to dzień Twoich urodzin, ale i moich narodzin jako matki, dlatego kolejny raz poddaje swoje macierzyństwo refleksji.

Mam wrażenie, że ostatnie, trudne dla naszej rodziny dni, to moje fiasko macierzyńskie. W chorobie, trudach codzienności, zmęczeniu i natłoku obowiązków nie zawsze zachowałam się tak, jakbym chciała. Nie zawsze odezwałam się tak, jakbym chciała. Nie pochyliłam nad wami tyle razy, ile bym chciała. Nie zrobiłam dla was tyle, ile bym chciała. Nie ułożyłam puzzli tyle razy, ile byśmy chciały, ani nie pograłam w grę 100 razy, ale zaledwie kilka…

Ale wszystko było na tyle, na ile dałam radę. Na ile mogłam. Na ile pozwoliło mi zdrowie i moje granice wytrzymałości… Chciałabym być matką, której nigdy nie brakuje cierpliwości, spokoju i miłości oraz czasu na niekończące się zabawy, ale, wiesz Córeczko, życie czasami nas przerasta – i to nic złego – jesteśmy po prostu ludźmi, nie bogami, ani robotami.
Ludźmi – z granicami. Ważna jest codzienna refleksja i słowa “proszę” “wybacz” “przepraszam” “dziękuje” “kocham Cię” “Bo jesteś” “najlepsza jaka możesz być”. Ważne jest by być, rozmawiać, wybaczać i kochać…. bezgranicznie KOCHAĆ. To jedyna “rzecz”, która nie ma we mnie granic… MIŁOŚĆ, Córeczko…